poniedziałek, 7 września 2015

Salatka owocowa w sloiku

Wrzesień a z nim w naszych domach małe rewolucje. Dzieci wracają do szkół, rytm dnia ulega znowu zmianie. W szkołach również od września rewolucje, ale sklepikowe. Nasze dzieci mają w końcu zostać odcięte od słodkich i słonych niezdrowych przekąsek. Czy to się uda? A może sami zafundujmy dzieciom zdrową, smaczną i kolorową przekąskę?


Sto lat temu kiedy ja chodziłam do podstawówki sklepiki w szkołach prawie nie istniały, bo każda szkoła miała dobrze działającą stołówkę ze skromnymi ale pysznymi, domowymi obiadami. Pamiętam do dzisiaj smak makaronu z serem i cukrem, najlepszej pomidorówki, pyz z mięsem czy klusek na parze z sosem jagodowym. Z czasem otworzył się i sklepik, ale najczęściej były w nim jedynie bułki z serem dla zapominalskich śniadania, drożdżówki, oranżady i kefiry owocowe (bo jogurtów owocowych wtedy nie było), a i lody bambino, gdy robiło się ciepło. Więcej nie trzeba było, bo każdy z nas nosił śniadanie, obowiązkowo jabłko, bo to był jedyny praktycznie dostępny owoc i często jadł obiad na stołówce. Nikt z nas nie marzył o dopychaniu się słodkimi dodatkami, bo i też ich nie było. Kupienie gumy balonowej było szczytem finezji. A w domu zawsze czekał na nas obiad. 
Przez ostatnich 16 lat, gdy córka chodziła do podstawówki i gimnazjum, a i teraz kiedy rozpoczęła naukę w liceum, nigdy nie wyszła z domu bez zjedzonego śniadania i bez śniadania zapakowanego w woreczek, z obowiązkowym owocem i mała butelką wody mineralnej. Zmieniła się epoka, znikły ze szkół stołówki, za to pojawiły się sklepiki a masą niezdrowego jedzenia. Ale nigdy nie miała przy sobie pieniędzy by dodatkowo oprócz śniadania dokarmić się w takim sklepiku, mimo że spędzała czasami wiele godzin wracając późno do domu. Ale tam zawsze czekał na nią obiad, przygotowany dzień wcześniej przeze mnie, który wystarczyło podgrzać. Wszystko po to by w sytuacji głodu nie miała ochoty skusić się na zakup chipsów czy słodkiego batonika. Obserwowała za to wielokrotnie, że dzieciaki często do szkoły przychodziły bez kanapek, udając się zaraz po przyjściu do sklepiku po drożdżówki i słodkie napoje, na owoce nawet nie zerkając. A przecież owoce to niezbędny element naszej diety. Wiec dlaczego tego nie robimy, nie dajemy dzieciom zdrowych zapychaczy, tym bardziej że obecnie półki sklepowe aż uginają się od ilości polskich i egzotycznych owoców nawet w niewielkiej wsi. Miejmy nadzieję, że obecnie szkolne sklepiki również w takie zdrowe przekąski się zaopatrzą. 
Ale żeby te owoce były atrakcyjniejsze dla dzieci warto zrobić z nich sałatkę owocową i zapakować porcje do plastikowego pojemnika albo w przypadku większych dzieci do słoiczka. Na pewno przypadnie im taka przekąska bardziej do gustu niż nudne jabłko czy gruszka.

Sałatka owocowa w słoiku
  • 1 nektarynka lub brzoskwinia
  • nieduża kiść słodkich winogron
  • 1 kiwi
  • 1 banan
  • plaster melona
  • 1 gruszka
  • 1-2 plastry arbuza 
  • 1-2 łyżki  soku z cytryny
  • miód (opcjonalnie)
  • opcjonalnie każdy inny owoc np. truskawki, maliny, borówki, jagody, jabłko 



Owoce umyć, osuszyć, obrać ze skórki kiwi, banana, arbuza i melona. Banana pokroić w plasterki i skropić sokiem z cytryny, aby zapobiec jego zbrązowieniu. Kiwi, gruszkę, melona, nektarynę, arbuza pokroić w dużą kostkę. Wszystkie owoce wymieszać i skropić sokiem z cytryny. Jeśli przeważają w sałatce owoce kwaśne, opcjonalnie dosłodzić sałatkę niewielką ilością miodu. Odstawić na pół godziny, następnie  przełożyć do kubeczków plastikowych lub słoików.


10 komentarzy:

  1. Ślicznie i pysznie! Prostota najlepsza dla zdrowia!

    Zapraszam do siebie! www.make-life-green.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny pomysł na takie podanie sałatki owocowej! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O jaka pyszna, wygląda zjawiskowo. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Odkąd przeczytałam o szkodliwości plastiku w połączeniu z pożywieniem, wymieniam sukcesywnie wszystko na szkło. Sałatki w takim słoiku chce jeść:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie niepojęte jest to, że rodzice wychowani na domowych obiadach pozwalają na taki obrót sytuacji w przypadku ich pociech - wyparciu tego, co smaczne i zdrowe przez śmietnik w "ładnej" formie.
    Moja mama zawsze nam gotowała obiady, kanapki robiła rano, przed wyjściem do szkoły, zawsze z jakimś warzywem. Jedyne co u nas kulało, to śniadanie przed szkołą, ale za to porcja była o to śniadanie większa.
    Jestem młodą mężatką i nie wyobrażam sobie nie robić domowych obiadów. Mam nadzieję, że kiedyś moje pociechy, o ile się ich "dorobię" docenią ten fakt

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo mądre słowa:) brawo za dobrą postawę jako mamy. bo śniadanie i domowy obiad to podstawa. a nawyki wynosi sie z domu, więc skoro tam dziecko nauczymy zdrowych podstaw żywienia sie to i w przyszłości będzie je praktykował, niekoniecznie kupując słodkie przekąski dla siebie i potem swoich dzieci.

      Usuń