Węgierski gulasz z makaronem orzo i halloumi
Zima za oknem a mi zebrało się na tęsknotę za węgierską kuchnią... ach pyszne gulasze, porkolty, langosze i oczywiście wino, dlatego zrobiłam na obiad węgierski gulasz, ale z nutą grecką wg zasady zerowaste, bo z tego co było w lodówce i zamrażalniku. A tam znalazło się mięso wołowe dawno kupione na gulasz i zachomikowane w odmętach zamrażalnika, warzywa, czyli wiadomo cebula, papryka czerwona lekko już pomarszczona, czosnek, wino czerwone (resztka z otwartej butelki), mnóstwo przypraw w tym węgierska, wędzona papryka, pasta paprykowa Eros Pista, reszta koncentratu pomidorowego z poprzedniego gotowania i powidła śliwkowe, które też tam gdzieś się jeszcze uchowały. A dlaczego ma element grecki? Bo podałam go z makaronem orzo (notabene nie wiedziałam że go w ogóle mam w szafce) i plastrami grillowanego sera halloumi, który już wołał, że czas na niego. Obiad wyszedł pyszny, a mi zostały marzenia o powrocie do Doliny Pięknej Pani…. na kieliszeczek wina.


