sobota, 21 listopada 2015

Warsztaty z Sebastianem Olma i Drosed

Dwa tygodnie temu miałam okazje uczestniczyć w warsztatach kulinarnych dla blogerów, zorganizowanych przez firmę Drosed, producenta Kurczaka kukurydzianego. Warsztaty odbyły się w Akademii CookUp w Warszawie, a prowadził je Sebastian Olma, zwycięzca II edycji Top Chef. 




Jego zadanie było proste, przekonać nas wykorzystywania w kuchni nowego produktu firmy Drosed czyli kurczaka kukurydzianego. 


Nazwa jego pochodzi od kaszy, którą jest karmiony czyli od polskiej kukurydzy, podobno wolnej od GMO, z dodatkiem innych zbóż. Efekt tego jest taki że kurczak ma lekko złocistą barwę zarówno skóry jak i mięsa, delikatnie słodkawy smak mięsa. Co przyznam się szczerze nie każdemu może odpowiadać. Chowany jest wyłącznie na mazowieckiej wsi, w wyselekcjonowanych kurnikach z dostępem do naturalnego światła i możliwością zwiększonej aktywności ruchowej, dzięki czemu ma idealnie odpowiednią ilość tkanki tłuszczowej, by był produktem idealnym. Czy tak jest na pewno?


Kilka dni wcześniej przed warsztatami miałam okazje kupić całego kurczaka kukurydzianego i upiec go na obiad. Przyprawiłam go bardzo prosto, sól, pieprz, czosnek, do środka włożyłam ćwiartki cytryny i tymianek. Nie po raz pierwszy jedliśmy tak przygotowanego kuraka. Tym razem jednak nie do końca nam to pasowało. Mięso faktycznie okazało się być słodkawe i kłóciło się ze smakiem cytryny, która do niego przeniknęła i nie było to dla nas najlepsze połączenie. Stwierdziłam wtedy, że kurczak kukurydziany, jeśli ktoś nie jest przyzwyczajony do takiego smaku mięsa drobiowego powinien zostać doprawiony bardziej wyraziście, czymś ostrzejszym, czymś co nada mu zdecydowanego charakteru i uciszy te słodkawą nutę. 

I tak tez zrobił Sebastian Olma w swoich propozycjach dań. Podzieleni na grupy przygotowaliśmy je. 



Pierś kurczaka kukurydzianego metodą sous-vide, podaną z pęczakiem z lubczykiem, karmelizowanym pasternakiem i sosem śmietanowo-kasztanowym. 








Co do piersi była łagodna, delikatna i soczysta, podana z sosem kasztanowym była ciekawym daniem. Niestety ja nie przepadam za kasztanami i chyba się nigdy nie polubimy, więc to danie nie do końca mi przypadło do gustu. 

Ja akurat byłam w grupie, która zrobiła pieczone dramstiki drobiowe w pikantnym sosem barbecue, podane z domowym colesławem z własnoręcznie robionym majonezem. Nasze pałki obficie utytłałyśmy w pikantnej marynacie, dzięki czemu mięso było naprawdę smaczne i świetnie pasowało do łagodnej surówki. Dziewczyny z poświęceniem ukręciły majonez i przygotowały surówkę. I to jest sposób na kurczaka kukurydzianego.









Za to podany na początek naszego wspólnego obiadu rosół, przygotowany przez Sebastiana na dużej ilości warzyw, lubczyku i kurczaku był bardzo smaczny. Był słodki, o pięknej żółtej barwie, nie za tłusty ale z widocznymi okami, wyrazisty. Taki jaki powinien być domowy rosół, szczególnie dla dzieci. Taki rosół każdy może przygotować w domu i nie potrzeba do niego dodawać żadnych kostek rosołowych, przypraw typu vegeta, czy maggi, by uzyskać smak. Taki rosół mogę jeść w każdą niedzielę.





Na koniec wspólnego posiłku 


musiał być oczywiście deser i to on skradł nasze serca. Zostaliśmy poczęstowani niebotycznie delikatnym, puszystym jak pianka sernikiem na ciasteczkowym, kruchym spodzie, ze śliwkowym sosem. To był kulinarny odjazd. Nie było osoby, która by się nim nie zachwyciła.




Przy okazji warsztatów szef Sebastian pokazał nam jak prawidłowo należy porcjować drób. Ja akurat to potrafię i zawsze powtarzam że nie jest to takie trudne, kilka prób i można nabrać wprawy, potrzeba tylko dobrze naostrzonych noży. To tajemnica tego sukcesu. I nic nie powinno nam się zmarnować.








A co do smaku kurczaka każdy z was sam musi wyrobić sobie na jego temat zdanie. Kurczak kukurydziany jest dostępny w dużych sieciach sklepowych, na razie w dużych miastach zarówno jako cały kurczak jak i jego elementy, udka, piersi, pałki.

Po przegranej pierwszej walce co do jego smaku kupiłam ostatnio piersi i pałki i przygotowałam dwa dania, które prezentowałam wam w niedawno i które tym razem smakowały. Ale podstawą była dobra marynata, nadzienie, coś mocno kontrastowego, co nadało charakteru mięsu. W jednym tym przypadku była to tapenada z suszonych pomidorów i oliwek i wędzenie na herbacie, a w drugim tym to nadzienie z sałatki z marynowanej kapusty i buraków. 

Podsumowując warsztaty to był fajny dzień spędzony w miły towarzystwie, świetna atmosferze, przy dobrym jedzenie i z sympatycznym prowadzącym.  



Część zdjęć autorstwa http://www.rafalnowakowski.com/

1 komentarz:

  1. Takie warsztaty muszą być super przygodą i oczywiście lekcją :) Można się wielu ciekawych rzeczy dowiedzieć i nauczyć. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń