Policzki wołowe to od kilku lat kulinarne odkrycie, przebój najlepszych restauracji i gwiazdkowych kucharzy. Przez wiele lat niezauważane, traktowane po macoszemu ponownie stały się modne w restauracjach, które prześcigają się w pomysłach na ich oryginalne podanie. Mimo to w sklepach trudno je znaleźć w normalnej sprzedaży. Dlaczego? Może przez to, że nadal ich nie doceniamy i rzeźnie wolą je przerabiać na mniej wartościowe produkty niż sprzedawać jak pozostałe kawałki mięsa. Może dlatego, że nadal brak detalicznego na nie popytu, że nie doceniamy tego produktu, że kojarzą nam się z czymś mniej estetycznym niż np polędwica czy mięso na rolady. A to błąd, bo przecież policzki zawierają dużo minerałów takich jak żelazo, cynk oraz obfitują w wartościowe dla nas białko, więc powinniśmy chętnie po nie sięgać. To czysta, dobra wołowina. Dlatego odkąd odkryłam lokalną halę targową, do której mięso przywożone jest przez okoliczne rzeźnie chętnie się tam wybieram właśnie po policzki, bo wiem że nikt mi ich nie wykupi, bo nikt nawet o tym nie pomyśli, a tymczasem tam mogę je kupić tanio i w ilości jakiej potrzebuję. Bo kupowanie lokalnie to też dbanie o środowisko... ale o tym poniżej...
