środa, 13 kwietnia 2016

Relacja z wizyty w Taurus w Pilźnie

Z góry zaznaczam, że ten wpis jest tylko dla mięsożerców  o mocnych nerwach. Uprasza się uprzejmie by wegetarianie go nie czytali.  Serio, serio…  Trochę spóźniona ta moja relacja, ale zwyczajnie doba jest dla mnie za krótka by wszystko ogarnąć.


Tydzień przed świtami wielkanocnymi miałam okazje spędzić w regionie który jest mi całkowicie obcy, bo chyba w swoim 40 letnim życiu nie pamiętam bym miała  okazję tam być. Mam na myśli Podkarpacie i piękne okolice Rzeszowa i Pilzna. Wraz z grupą blogerów Joanną, Izabelą, Joanną, Anną, Ullą i Januszem przyjechaliśmy tam na zaproszenie Pana Stanisława Jarosz właściciela Przedsiębiorstwa Przemysłu Mięsnego TAURUS w Pilznie



Był to niezwykle ciekawy pod względem kulturowym i historycznym weekend, ale także smaczny, gdyż mieliśmy okazje poznać regionalne produkty i smaki, próbować pilzneńskich wyrobów mięsnych i wędliniarskich, szczególnie sławnej pilzneńskiej golonki serwowanej tak dumnie w barach Taurus oraz podczas corocznego Święta Golonki organizowanego w czerwcu w Pilznie.  

Ale od początku.. moi koledzy i koleżanki którzy dotarli tam wcześniej niż ja mieli okazję zwiedz zakład mięsny Taurus, przyglądać się jak powstają sztandarowe produkty firmy Taurus, począwszy od  rozbioru mięsa (kupowane jest od małych lokalnych producentów, którzy nie używają pasz gotowych, wysokobiałkowych, sztucznych), wędzenie,  pakowanie gotowych wyrobów aż po wysyłkę ich do sklepów.



Cały cykl odbywa się szybko i naturalnie, z zachowaniem starych domowych receptur, niezmiennych od lat, które to Pan Stanisław Jarosz przejął po swoim ojcu Janie, również mistrzu masarskim. I tak rano zabite w rzeźni zwierzęta zostają przywiezione do zakładu, gdzie trafiają do rozbiórki,







po czym świeże mięso wkłada się do solanki z naturalnymi przyprawami. 



Należy tutaj dodać że używają wyłącznie przypraw, które sami zrobią, np. mielą pieprz czy obierają czosnek. 



Następnie mięso jest gotowe do wędzenia i trafia do komór wędzarniczych opalanych prawdziwym drewnem. Tak powstają szynki swojskie pilzneńskie, polędwice pilzneńskie, boczki swojskie wędzone, czy golonki podkarpackie.




Historia zakładu zaczyna się w piwnicy sklepu przy Rynku 11 w Pilznie, gdzie razem z żoną i dwoma pracownikami Pan Stanisław robił kiełbasy, salcesony i kiszki. "Widocznie robiliśmy dobrą kiełbasę bo sprzedaż wciąż rosła, a firma się rozwijała" wspomina. Budowa obecnego zakładu rozpoczęła się w 1992, stopniowo rozbudowany  aż powstał obecny duży nowoczesny zakład przetwarzający około 20 ton mięsa dziennie, w którym pracuje 600 pracowników.



Szczególnym wyrobem tego zakładu jest tak zwana kiełbasa z oczkiem, do wyrobu której mięso musi być jeszcze ciepłe. Od uboju do rozbioru nie może minąć więcej niż 2 godziny. Około godziny 14-tej naturalne jelita napełniane są gotowym farszem na kiełbasę pilzneńską. Robiąc kiełbasę z takiego mięsa nie można dodać do niej wody, bo ono wodę oddaje  dlatego z kilograma mięsa robi się tu 700g kiełbasy. Na koniec prawdziwe wędzenie, a nie malowanie dymem jak to bywa często w innych zakładach. Około godziny 18-tej można ją już jeść.. I taka kiełbasa smakuje najlepiej na świeżo.




Za swoją działalność Pan Stanisław Jarosz otrzymał wiele prestiżowych nagród. Warto tutaj wymienić chociażby:
- 2013 rok Godło Promocyjne "Teraz Polska"
- Perła 2007, Perła 2008, Perła 2010 czyli nagroda w konkursie na najlepszy polski regionalny produkt żywnościowy
- 2008 rok Puchar Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi w konkursie AGRO POLSKA
- 2011 rok Znak PDŻ (Poznaj Dobrą Żywność)
- 15 produktów jest wpisanych na Krajową Listę Produktów Tradycyjnych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Na ścianie gabinetu Pana Prezesa wisi także list gratulacyjny od Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.



Tych wyrobów warto szukać w sklepach, np. w Tesco pod znakiem firmowym "TESCO FINEST”.  



A jeśli ktoś z was będzie kiedyś w tych rejonach warto się zatrzymać i je zakupić  lub wstąpić na golonkę.



Jednak Taurus to nie tylko zakłady mięsne, to także bary i hotele Taurus przy drogach, autostradach, w podkarpackich miejscowościach, w których podaje się wyroby Taurusa na czele z golonką oraz zapewnia nocleg. 



To także domy weselne Taurus, restauracje np. Dolina Pstrąga, czy organizowany festiwal golonki,



a także dla młodych latem koncerty i zabawy.

Dolina Pstrąga to kolejne cudowne miejsce powstałe dzięki Panu Jaroszowi. To restauracja z hotelem, która zapewnia nie tylko pyszne jedzenie, ale także miłą atmosferę i przyjemne dla oka okolice. 








Mieliśmy okazje w nim spać, a także uczestniczyć w kulinarnym wydarzeniu, czyli Biesiadnym Wspomnieniu o Hannie Szymanderskiej. 



W trakcie tego spotkania uczniowie szkoły gastronomicznej mogli zmierzyć się z w konkursie kulinarnym na najlepsze danie regionalne. My blogerzy dzielnie im w tym pomagaliśmy ale i troszkę przeszkadzaliśmy. 


W każdym razie było bardzo milo i sympatycznie, notabene ciągle dokarmiani przez Stanisława czuliśmy się wyśmienicie.  







I tak pożegnaliśmy Pilzno i ruszyliśmy do Rzeszowa na drugi dzień naszej przygody.

Przy okazji mieliśmy możliwość zwiedzenia muzeum w Pilznie,



zobaczenia przepięknej kolekcji bursztynów, 





dowiedzieliśmy się co nie co o historii tego miasteczka i regionu, a także odwiedzić regionalną lodziarnię, która nie zmienia się od lat i podaje te same pyszne naturalne lody co 20 lat temu. Czy ktoś z was jeszcze pamięta jak wyglądały lodziarnie w tamtych czasach, za PRL? Ja przyznam się szczerze zapomniałam już, ale dzięki tej wizycie było to miły powrót do przeszłości. Takie miejsca unikatowe.





Niedzielę  zaczęliśmy od zwiedzenia rzeszowskiej starówki. Jest naprawdę ładna. Zadbana, dopieszczona, z cudownymi restauracyjkami, kawiarniami. Wszystko to tworzy bardzo przyjemny klimat.  









A pomnik Tadeusza Nalepy to naprawdę miły gest.


Po powrocie do hotelu Taurus czekał na nas tłum gości, którzy uczestniczyli w pokazie regionalnych produktów, świątecznych wypieków, a którzy potem obserwowali nasze zmagania, gdyż mieliśmy za zadanie przygotowanie kilku potraw. Wszystko wyszło pyszne i rozeszło się w mgnieniu oka.


I tak weekend dobiegł końca. Czas wracać do domu.. ale nie mówię żegnam, bo mam zamiar powrócić tam na tegoroczny festiwal golonki, na który i was gorąco zapraszam. I może ponowie zawitać do Doliny Pstrąga, gdzie szefuje i pysznie gotuje Janusz Flis.


Część zdjęć udostępniona dzięki uprzejmości Ani z bloga Życie do kuchni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz